Na szlaku gringo – podsumowanie naszej podróży po Ameryce Południowej

W którą stronę? - wktorastrone.pl

Wszystko co dobre, szybko się kończy!

Oj tak, zdecydowanie za szybko! 7 tygodni naszej andyjskiej przygody minęło jak z bicza trzasnął. Dla jednych, to strasznie długo bez domu i (co gorsze nawet) bez pracy… Dla nas to zaledwie przedsmak tego, co tak naprawdę kryje się za turystyczną zasłoną prezentowaną przyjezdnym. To początek podróży, którą chcielibyśmy w przyszłości kontynuować i zgłębiać mniej turystyczne regiony. Co zobaczyliśmy? Zwiedziliśmy południowe Peru, andyjską część Boliwii oraz chilijską Atacamę. To była do tej pory nasza najdłuższa i najbardziej wymagająca podróż. Oj działo się, działo!!!

Dlaczego Ameryka Południowa?

Miał być Meksyk (wybór Marcina) albo Indie (mój). Od dawna marzą nam się te dwie destynacje i od dawna nie możemy się zdecydować na jedną z nich. I tym razem nie mogło być inaczej. Kiedy już prawie przekonałam Marcina do Indii, wyszukując coraz to barwniejsze filmiki na YouTube i kiedy już prawie podjęliśmy decyzję, zobaczyłam przez przypadek vloga o Machu Picchu. A potem drugiego o Salar de Uyuni. W ciągu sekundy wiedziałam, jaki obieramy kierunek. „Lecimy! Machu Picchu wzywa! Jak nie teraz, to kiedy!” Marcinowi zaświeciły się oczy, bo to także było jego podróżnicze marzenie. I wszystko stało się jasne 😉 To był nasz kompromis 😉 Oglądając vlogi pary Kanadyjczyków, Samuel‘a i Audrey, którzy zwiedzili już chyba cały świat, tylko podsycaliśmy nasz apetyt na Amerykę Południową. Tyle cudów natury, tyle do dziś nieodkrytej historii, tyle smaków, kolorów i sekretów kultury andyjskiej! Musimy tam być! I tak oto, na przekór naszym dotychczasowym wyjazdowym założeniom, że jeździmy tylko w gorące klimaty, wybraliśmy się pierwszy raz w zimie (tak nazywa się tamtejsza pora sucha, czyli teoretycznie nie pada deszcz i jest chłodniej, ok 15 st C w dzień) i zasadniczo w góry, drugie najwyższe góry świata. Bez przygotowania aklimatyzacyjnego. Za to z głową otwartą na nieznane i na spontaniczne zwroty akcji, a tych nie brakowało!

Statystycznie rzecz ujmując…

Każdy dzień to była zupełnie inna przygoda – inni ludzie, inny klimat (inna pogoda!), inne otoczenie. W bardzo dużym skrócie, wyglądało to następująco:

  • Łącznie nasza podróż trwała 50 dni
  • Odwiedziliśmy 3 kraje
  • Zwiedziliśmy 19 miast
  • Na pokładach autobusów spędziliśmy 194 h, co daje ponad 8 dni!
  • 9 nocy staraliśmy się przespać w autobusach
  • W powietrzu spędziliśmy 30 h
  • Przebyliśmy na własnych nogach ponad 650 km, zdobywając górskie szczyty, amazońską dżunglę i przemierzając miejskie ulice i uliczki
  • Łącznie pokonaliśmy prawie 7000 km w różnych środkach transportu
  • Najwyższy punkt, jaki udało nam się zdobyć to peruwiańska góra Vinicunca (zwana też Rainbow Mountain) – 5 040 m n.p.m.
  • W międzyczasie dotknęło nas 7 plag peruwiańskich, w tym: choroba wysokościowa z wszelkimi jej konsekwencjami, problemy żołądkowe, alergiczne, ze stopami, z zatokami aż po ugryzienia wszelkiego robactwa dżungli amazońskiej i lecącą permanentnie krwią z nosa
  • Pstryknęliśmy prawie 8 000 zdjęć (robionych lustrzanką i smartfonami) oraz nakręciliśmy kilkaset filmików
  • Udało nam się zrobić wiele nowych, niepowtarzalnych rzeczy. I tak pierwszy raz w życiu chodziliśmy po aktywnym wulkanie Tunupa na Salar de Uyuni, widzieliśmy erupcję wulkanu w Peru, jedliśmy świnkę morską i mięso z lamy oraz alpaki, kosztowaliśmy sfermentowanej fioletowej kukurydzy, jeździliśmy deską snowboardową na wydmach, zdobyliśmy pierwsze szczyty Andów, w tym weszliśmy na ponad 5 000 m n.p.m.!, chodziliśmy po najgłębszym na świecie kanionie, płynęliśmy kajakami po Amazonce, przejechaliśmy rowerem Drogę Śmierci, kąpaliśmy się w źródłach termalnych, zjechaliśmy tyrolką nad boliwijską przepaścią, odwiedziliśmy kopalnię srebra, spaliśmy na największym na świecie solnisku w hotelu z soli.
  • Podziwialiśmy mnóstwo żyjących na wolności zwierząt. Widzieliśmy delfiny, kajmany, kapibary, tarantule i inne zabójcze pajęczaki, doniosłe kondory, kolorowe ary, różowe flamingi chilijskie, wiskacze, peruwiańskie pingwiny Humboldta, lwy morskie oraz niezliczone ilości ptaków: kormorany czerwononogie, głuptaki peruwiańskie, mewy, czarne pelikany, fregaty wielkie, sępniki różowogłowe, albatrosy
  • Nauczyliśmy się odróżniać lamę od alpaki
  • Widzieliśmy tysiące fascynujących twarzy, ale nie mogliśmy ich uwiecznić na fotografiach (o tym dlaczego, niebawem)
  • Codziennie podziwialiśmy niesamowite spektakle przyrody, jakie oferowała nam Matka Natura (zwana przez rdzenne plemiona andyjskie Pachamamą), w tym najpiękniejsze wschody i zachody słońca w naszym życiu
  • Mimo, że Lima i generalnie Ameryka Południowa uznawane są za najniebezpieczniejsze regiony świata, ani razu nic złego nam się nie stało, nie okradziono nas, nie napadnięto, itp.
  • Dziesiątki razy wkurzaliśmy się na powolnych Boliwijczyków i ich latynoską mentalność, raz chcieliśmy jednego z nich zamordować 😉
  • Setki razy zastanawialiśmy się „Czy oni na serio są tacy głupi, czy tylko udają?”
  • Tysiące razy dostrzegaliśmy nielogiczną i bezsensowną boliwijską myśl technologiczną
  • Wielokrotnie upewnialiśmy się w przekonaniu, że nie znosimy wycieczek zorganizowanych na miejscu
  • Najmilszych i otwartych na turystów lokalsów spotkaliśmy w Limie oraz na Atacamie
  • Najwięcej przestrzeni i dzikich krajobrazów zaoferowała nam Atacama w Chile
  • Straciliśmy 2 pary majtek (w praniu), 1 duży plecak (zniszczony w tuk-tuku), 1 trampki
  • Zyskaliśmy miliony fantastycznych wspomnień
  • I poznaliśmy wielu nowych znajomych z różnych stron świata, z którymi mamy nadzieję utrzymywać kontakt.

Czy to dużo, czy mało?

Nam jak zwykle pozostał niedosyt. Na pewno w niektóre miejsca chcielibyśmy wrócić, mimo, że wiemy jak ogromne odległości dzielą poszczególne regiony i jaka jest mentalność potomków Inków. To był bardzo aktywny i intensywny wyjazd. Odczuły to zwłaszcza nasze uda i łydki, pokonujące na trekkingach tysiące „inkaskich schodów”. I choć momentami było ciężko, było warto. Dla tych chwil, tych widoków, tych emocji, które pozostaną w naszej pamięci na zawsze…

wktorastrone_pl_America del Sur (13)
wktorastrone_pl_America del Sur (19)
wktorastrone_pl_America del Sur (18)
wktorastrone_pl_America del Sur (17)
wktorastrone_pl_America del Sur (11)
wktorastrone_pl_America del Sur (8)
wktorastrone_pl_America del Sur (10)
wktorastrone_pl_America del Sur (3)
wktorastrone_pl_America del Sur (4)
wktorastrone_pl_America del Sur (7)
wktorastrone_pl_America del Sur (12)

 Nasza trasa po Ameryce Południowej 

Dodaj komentarz