Czego nas nauczył 2018 rok? – podsumowanie

podsumowanie nowy jork

I kolejny rok za nami. Rok bliższych i dalszych podróży, poznawania nowych krajów, doświadczania nieznanych kultur, obcowania z ludźmi. Rok przygód i wyzwań. Planów i marzeń, tych zrealizowanych i tych, które pozostały nadal do zrealizowania. Spontanicznych decyzji. Radości i złości. Pełni szczęścia i bezsilności, czasem łez. Nie będziemy w tym roku robić statystyk, wymieniać, ile to krajów i miast udało nam się zobaczyć, ile km przejechać, ile lotnisk odwiedziliśmy, bo kto nas czyta ten to wie 😉 a nie chcemy się ścigać z innymi blogerami, kto więcej i dalej. Bo przecież nie o to chodzi. To rodzi tylko niezdrową rywalizację. Chodzi o to, co tak naprawdę dał nam rok 2018? Czego nas nauczył? O co jesteśmy mądrzejsi po tym roku? Z jakimi doświadczeniami wchodzimy w Nowy Rok? Zapraszamy na nasze subiektywne podsumowanie 2018 roku i poznanie kilku prawd objawionych, z których może i Wy skorzystacie w 2019 roku!

nowy york brooklyn www.wktórąstrone.pl

1. Ludzie są siłą napędową do działania

Pierwszy kwartał roku 2018 był dla nas intensywnym czasem wystąpień na Targach i Festiwalach Podróżniczych. Byliśmy na poznańskim Festiwalu Podróżników „Na szagę”, na Poznańskich Targach Turystycznych Tour Salon oraz Międzynarodowych Targach Turystyki i Czasu Wolnego we Wrocławiu. Jeździliśmy po Polsce z naszymi podróżniczymi opowieściami i kilkakrotnie spotykaliśmy się z Wami podczas slajdowisk i prelekcji w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu. Mieliśmy także przyjemność wystąpić w Radiu Meteor oraz w programie „Pokaż nam świat” na antenie TVN 24 BIS, gdzie opowiadaliśmy o kubańskich historiach.

To Wasza obecność na prelekcjach, wystawach, zaangażowanie, komentarze, uśmiechy i wspólne piwko po prelekcjach były i są dla nas motorem napędowym do działania. Zastrzykiem energii do robienia dobrej roboty. Do dzielenia się nadal nie tylko wiedzą, ale i naszą energią, by zarażać Was miłością do odkrywania świata i jego poznawania, bo właśnie wtedy poznajecie samych siebie, zmieniacie się na lepsze i kształtujecie swój charakter. W 2019 roku z pewnością będziemy chcieli kontynuować slajdowiska z naszych podróży, gdyż to właśnie kontakt z Wami i wytwarzająca się podczas spotkań energia, motywują nas do dalszego działania. Do jakich miast mamy przyjechać w 2019 roku? O czym, o jakim kraju chcecie posłuchać? Napiszcie do nas!

Równie ważne są dla nas Wasze komentarze pod postami, opinie, udostępnienia postów, a nie tylko like’i! To one są pewnego rodzaju motywacją dla nas do dalszego działania i wspierają nas w chwilach zwątpienia, czy to, co robimy ma sens. Za wszystkie w 2018 roku bardzo Wam dziękujemy! I liczymy na Wasz doping także w Nowym Roku, będzie nam z pewnością potrzebny 😉

2. Dzielenie się przynosi owoc obfity

Nasze dzielenie się z Wami wiedzą i dziecięcą ekscytacją z odkrywania świata wydało owoc! Serce nam rośnie, gdy dowiadujemy się, że m.in. dzięki nam, coraz więcej osób decyduje się na swoją pierwszą dalszą podróż i jedzie, np. na Kubę czy do Wietnamu ! 😉 To pokazuje nam, że warto Was inspirować i przekazywać Wam naszą energię do podróży! To działa! Niezmiernie się z tego cieszymy i obiecujemy dalej Was inspirować do spakowania plecaka i wyruszenia w świat!

3. Warto pielęgnować wspomnienia

Często to powtarzamy i będziemy powtarzać nadal! Inwestujcie we wspomnienia, nie w rzeczy materialne, one i tak przeminą. Oczywiście każdy z nas ma inne priorytety i inne cele w życiu (szanujemy to!), jednak to właśnie wspomnienia pozwalają nam zachować m.in. pamięć o najbliższych osobach czy wspaniałych wydarzeniach, dzięki nim uczymy się na popełnionych błędach, wyciągamy z nich wnioski, skuteczniej rozwiązujemy aktualne problemy. Wspominania sprawiają, że doceniamy, to co posiadamy. Ich wyjątkowość polega na tym, że przywołują emocje z niemal tą samą intensywnością, co w dniu wspominanych zdarzeń. I to jest najpiękniejsze! Dlatego, w myśl pielęgnowania wspomnień, po raz trzeci polecieliśmy w maju do naszego ukochanego Budapesztu. Miasta, z którym łączą nas bardzo silne emocje, bowiem tam odbyła się nasza sesja ślubna. I tak samo jak wtedy, odwiedziliśmy te same miejsca i szukaliśmy tych samych kadrów, sprawdzając czy i jak bardzo się zmieniły. I jak przez ten czas zmieniliśmy się my ; -) Delektowaliśmy się każdą chwilą, śmiejąc się do bólu brzucha na Zielonym Moście do 3.00 nad ranem z butelką Tokaju w dłoni. Zachwycaliśmy się smakiem leczo i langosza, relaksowaliśmy w gorących termach, piliśmy palinkę i koncertowaliśmy w słynnej Szimpli, odwiedziliśmy niedaleko położone Szentendre, by przekonać się, czy faktycznie jest takie piękne. I wspominaliśmy… Każdy z nas ma takie miejsce w swoim sercu, jakie jest Wasze?

4. Warto wracać w te same miejsca, odkrywać je na nowo

Nie liczy się liczba pieczątek w paszporcie (zwłaszcza jak go Wam ukradną!!!), ale to, co doświadczycie i co zostanie w Waszej głowie, pamięci i sercu do końca życia, na zawsze! Kiedyś (a niektórzy jeszcze do dziś…) blogerzy i podróżnicy prześcigali się, kto zaliczy więcej krajów, więcej miast, więcej lotnisk. Liczyła się statystyka. Nie ważne, że w Rosji mieli tylko 2 h przesiadkę na lotnisku, ale już zaznaczali na wiszącej w pokoju mapce-zdrapce, że Rosja zaliczona! Byli 1 dzień w Los Angeles i już całe Stany Zjednoczone zaliczone! Od pewnego czasu zaczyna się to zmieniać.  Warto wracać w te same miejsca, by odkryć je na nowo! By dostrzec to, czego za pierwszym razem się nie udało, by zwiedzić to, czego się wcześniej nie zdążyło. By lepiej zrozumieć ludzi, region, kulturę. W czerwcu polecieliśmy po raz drugi do Barcelony, by zobaczyć więcej, doświadczyć czegoś nowego. I tak zwiedziliśmy mało turystyczną, piękną dzielnicę Sarrià, fenomenalny punkt widokowy na Bunkers del Carmel, pojechaliśmy na całodniową rowerową wycieczkę na plaże do miejscowości Badalona oraz ponownie rozkoszowaliśmy nasze kubki smakowe owocami morza oraz sangrią. Na 100% wrócimy tu w 2019! A Wy gdzie lubicie wracać? Czy może nie lubicie?

5. Zwolnij!

Coraz modniejsze staje się podróżowanie w stylu slow, czyli po prostu powoli! Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić! O wiele łatwiej, gdy jedzie się w podróż np. dookoła świata na rok albo więcej. Wtedy jest czas. Dużo czasu. Ale zdecydowanie bardziej trudno, zwłaszcza, gdy jedzie się na drugi koniec świata, a ma do dyspozycji 2 -3 tygodniowy urlop i chce zobaczyć jak najwięcej. Wówczas włącza się tryb „nie spać – zwiedzać – zapierdalać” ; -) Doskonale to znamy. Sami wpadliśmy w tę pułapkę w NYC, gdzie zamiast cieszyć się chwilą i przeżywać swój american dream, zapieprzaliśmy na maxa, byle tylko zobaczyć jak najwięcej. Choć zdjęcia tego w ogóle nie obrazują, był to najbardziej wyczerpujący trip ever. Wstawaliśmy o 7 rano, a wracaliśmy o 2 w nocy. Chcieliśmy w tydzień zobaczyć to, co inni w 3 miesiące albo i dłużej. Efekt: zmęczeni, skłóceni, nie mieliśmy na nic ochoty. Czary goryczy dopełnił fakt, że w NYC obchodziliśmy urodziny Klaudii, które nie przebiegły do końca zgodnie z planem. Chcąc ciągle „more and more”, nie potrafiliśmy się w pełni delektować urokami stolicy świata. Lecąc do Meksyku, obiecaliśmy sobie, że nie może się już to powtórzyć i … udało się! Daliśmy sobie w planie więcej czasu na odpoczynek, na naturę, na nawiązanie relacji z lokalsami. Jak się okazało to właśnie rozmowy z Meksykanami na couchsurfingu czy na lokalnych targach, dały nam zdecydowanie więcej niż oglądanie eksponatów w muzeum czy bieganie po modnych instagramowych miejscówkach. Podróż po Meksyku okazała się jedną z tych najwspanialszych do tej pory!

6. Nie zwlekaj z marzeniami, czas ucieka! Działaj tu i teraz

Często czekamy z podjęciem decyzji na lepszy czas. W tym roku nie, bo remont. W tym nie, bo samochód. Jasne. Rozumiemy. Miałam tak samo. Łudziłam się, że zniosą wizy do Stanów. Ale w końcu podjęłam decyzję. Jak nie teraz, to kiedy? Ile mam czekać? A jak nigdy nie zniosą wiz? Jaką mamy gwarancję? Żadną! Kiedyś trzeba podjąć te decyzję, ten koszt i tyle. I zrobiłam to. Wreszcie, w kwietniu miałam wbitą w paszporcie wizę do USA! I zrealizowałam swoje marzenie – podróż do NYC 😉 Podobnie było z wystawą fotografii. Zawsze marzyłam o wernisażu swoich prac. Ale albo czekałam na jakiejś super zaproszenie od niewiadomo kogo, albo na super miejsce. Uważałam, że moje prace nie są wystarczająco dobre, że kadry mogłyby być lepsze, że może kiedyś w przyszłości zrobię bardziej perfekcyjne. Później zaczęło się poprawianie zdjęć, trudny wybór tych naj. I wątpliwości, czy teraz jest dobry czas, czy warto. W końcu zaryzykowałam. Wydrukowałam wybrane prace i zawiesiłam. I otrzymałam mnóstwo pozytywnych informacji zwrotnych, że jest …super! Że wystawy cieszą się mega powodzeniem. W Nowym Roku planuję tourne wystawy po Polsce! A co! I na co ja głupia czekałam?! Nie czekajcie, nigdy nie będzie idealnego czasu! Zdążycie się zestarzeć, a nie zrealizujcie swoich marzeń! Więc nie myślcie długo, tylko let’s do it! NOW!

7. Spontaniczne decyzje są najlepsze

Czasami chcemy mieć wszystko zaplanowane od A do Z. Najlepiej to całe życie. My też tak mamy.  Staramy się planować każdą podróż z odpowiednim wyprzedzeniem. Ale czasem okazuje się, że spontaniczne decyzje są tymi najlepszymi. I tak całkiem spontanicznie w tym roku wypadł nam wyjazd do Meksyku! Wszystko w sumie dzięki mojemu poprzedniemu pracodawcy 😉 I tak w ciągu 3 tygodni zdecydowaliśmy się, że czas na spełnienie kolejnego marzenia, czyli Dia de los Muertos w Mexico! Spędziliśmy fantastyczny czas i poznaliśmy super ludzi!

8. Słuchaj intuicji

Ten rok znowu potwierdził, że warto słuchać intuicji! Oj warto. W Meksyku coś mi mówiło, by pojechać z Palenque do Campeche. Kusiło i nęciło. Jednak finalnie zdecydowaliśmy, że nie będziemy zmieniać planu i pojedziemy z Palenque do Bacalar. Może gdybyśmy posłuchali intuicji, nie okradziono by nas w nocnym busie do Bacalar? Może gdybyśmy posłuchali intuicji, pozostały czas w Meksyku przebiegłby spokojnie i zupełnie inaczej? Podobne przeczucie mieliśmy dokonując wyborów na couchsurfingu, gdzie czuliśmy w kościach, że wybrane noclegi mogą nie wypalić. Ale zaryzykowaliśmy. Niestety noclegi te faktycznie nie wypaliły. W tym roku podjęłam też nową pracę, której początki nie zapowiadały niczego dobrego. Miałam przeczucie, że to nie dla mnie i tak się źle skończy. To był niestety stracony czas. Warto zatem słuchać intuicji. Zawsze.

9. Nowe kultury rozwijają i uszlachetniają

Podróże kształcą i rozwijają. To pewne. Z każdej przyjeżdżamy bardziej wyedukowani, uświadomieni, zmienieni. Wrażliwsi na drugiego człowieka i problemy lokalnych społeczności z drugiego końca świata. Zachwyceni pięknem dzikiej przyrody i oczarowani smakiem dań niespotykanych na europejskiej ziemi. W tym roku najbardziej urzekły nas obchody Dnia Zmarłych w Meksyku, tak inne od tych znanych z polskiej rzeczywistości. Przygotowania do tego święta i cała koncepcja jego obchodów pokazują, jak osoby zmarłe są ważne w meksykańskiej rzeczywistości i jak pięknie można czcić pamięć o zmarłych. Jesteśmy zachwyceni tymi obchodami i z chęcią wrócilibyśmy doświadczyć ich ponownie.

Innym równie niezwykłym doświadczeniem był dla nas udział w nabożeństwie gospel w The Brooklyn Tabernacle w Nowym Jorku. To zdecydowanie coś więcej niż chórek osób ubranych w jednakowe stroje śpiewający wesołe pieśni i rytmicznie klaszczący w dłonie. To cudowne, 2-godzinne spotkanie z Bogiem i z innymi ludźmi, sąsiadami, rodziną, znajomymi z miasta. To prawdziwy spektakl, podczas którego dzieje się magia! Pieśni wykonane tak, jakby się uczestniczyło w zapierającym dech w piersiach koncercie, świadectwa osób, opowiedziane w taki sposób, że stajesz się ich historią, kazanie pastora przepełnione tak bardzo pozytywną energią i wiarą, że życie jest piękne. Że Ty jesteś piękny. 2 godziny, które mijają jak 20 minut, w czasie których doświadcza się tak silnych emocji, że łzy same płyną z oczu. Z szczęścia. Z radości. Sam nie wiesz dlaczego. Jednak to zmienia. Rozwija i uszlachetnia.

Źródło: www.brooklyntabernacle.org

10. Nie bój się próbować nowego!

Couchsurfing. Myśleliśmy, że to nie dla nas. Że jesteśmy na to za starzy ; -) Próbowaliśmy w Peru, ale wówczas nic z tego nie wyszło. Tym razem zweryfikowaliśmy profil (czyt. zapłaciliśmy), uzupełniliśmy informacje o nas, wrzuciliśmy zdjęcia i wysyłaliśmy mnóstwo zapytań. Udało się! I choć mieliśmy (niestety) więcej negatywnych doświadczeń z tym związanych, nasi hości w Mexico City okazali się przewspaniali, a czas z nimi spędzony był jednym z najlepiej spędzonych podczas całego wyjazdu. Tyle wiedzy o kraju, jego historii, kulturze, ludziach, świętach i kuchni nie dowiedzielibyśmy się z najlepszego przewodnika. To właśnie Guadelupe i Gustavo byli chodzącą encyklopedią o Meksyku i dzielili się z nami wszystkim, co mieli w myśl „mi casa es tu casa” (mój dom jest twoim domem). Wierząc, że karma wraca, chcemy i my bardziej otworzyć nasz dom na podróżników z całego świata w 2019 i dzielić z nimi to, co piękne, bo polskie.

11. Ucz się języków, ucz!

I niech ktoś mi powie, że nie trzeba znać języków, bo zawsze i tak da się dogadać! Być może. Jeśli jesteś na wycieczce zorganizowanej i masz w hotelu rezydenta to owszem. Ale jeśli jedziesz sam, musisz znać co najmniej podstawy, a najlepiej trochę więcej niż „dzień dobry” i „piwo poproszę”.  Sytuacja z kradzieżą w Meksyku pokazała nam na własnej skórze, że gdyby nie znajomość języka hiszpańskiego, byłoby zdecydowanie gorzej. Z wyjątkiem ambasadora, nikt nie mówił po polsku ani po angielsku! Tylko po hiszpańsku! A przy wszystkich procedurach, które musiałam przejść, bez znajomości hiszpańskiego, byłoby to wręcz niemożliwe! Poza tym znajomość języka kraju, do którego podróżujemy pozwala na swobodniejszą komunikację, dzięki czemu możemy dowiedzieć się więcej rzeczy o danym regionie, o mniej znanych atrakcjach, zjeść prawdziwie lokalne potrawy i zbudować zaufanie, które jest bardzo ważne w podróży, zwłaszcza dla gringo poza Europą.

12. Nowe doświadczenia kształtują charakter, hartują osobowość i budują pewność siebie

Sytuacja z kradzieżą w Meksyku nauczyła nas bardzo dużo. Przede wszystkim pokazała nam jak reagujemy w skrajnie stresujących warunkach. Jak działa na nasza organizm adrenalina, która trzyma nas w najwyższej gotowości do działania przez 24h, by potem zejść z nas ze złością i oczyścić morzem łez bezsilności. Że nie zawsze mamy na wszystko wpływ, że czasem trzeba odpuścić. Jednak czasem trzeba walczyć do upadłego, jak np. z Prokuratorem Generalnym o raport z kradzieży. Trzeba być stanowczym, pewnym siebie, nie pokazywać słabości. Takie sytuacje hartują osobowość i charakter. Budują pewność siebie, kiedy przez tydzień walczysz o nowy paszport i wznosisz się na wyżyny swoich umiejętności językowych.

Gdy popsuło się nam go pro, zrozumieliśmy ile czasu marnujemy na „jeszcze bardziej idealne kadry” i powtarzane nagrania. Choć straciliśmy możliwość nagrywania np. podwodnych filmików w cenotach, nagle dostaliśmy od losu dodatkowy czas, by móc cieszyć się miejscem, w którym jesteśmy i sobą nawzajem!

13. Najważniejsi w podróżach są ludzie

Zarówno w życiu, jak i w podróży najważniejsi są przede wszystkim ludzie. To właśnie oni często kształtują nasze postrzeganie o danym kraju i są najlepszym źródłem informacji o nim. To dzięki nim, chcemy wracać w dane miejsce, bo kojarzy nam się z fantastycznymi wspomnieniami i lokalsami. I w tym miejscu raz jeszcze serdecznie pozdrawiamy i dziękujemy Guadelupe i Gustavo z Mexico City oraz Gabrielowi z Morelii za to, że spotkaliśmy ich na naszej drodze i za ich latynoską serdeczność! Także inni podróżnicy, napotkani gdzieś przez chwilę na trasie, wydają się nam bliżsi niż rodzina czy znajomi z pracy, tak, jakbyśmy się znali od dziecka. Dzięki ich doświadczeniu możemy czerpać nie tylko wiedzę o innych zakątkach świata, ale i radość życia oraz energię, którą ze sobą mają, jak chociażby Adam i Magda, fascynaci nurkowania i podzielający miłość do Kuby (za co ich już kochamy!) czy Ola i Michał, który są w podróży dookoła świata i w momencie pisania tego posta lecą właśnie z Meksyku przez Azję do Nowej Zelandii. To właśnie dzięki ludziom, podróże stają się pełniejsze i ciekawsze. To oni nadają im sens.

Plany na 2019 rok 

Nasze plany na 2019? Przede wszystkim przestać za dużo myśleć i marzyć tylko zacząć krok po kroku realizować nasze plany i marzenia! Ponadto w Nowym Roku chcielibyśmy skomercjalizować bloga (czas najwyższy!) i zabrać Was razem z nami w jakąś podróż bliższą lub dalszą, na drugi koniec świata! Chcielibyście z nami polecieć? Jeśli tak, to gdzie? Napiszcie w komentarzach! Marzenia się przecież spełnia(ją)! 😉 Pomożemy Wam w ich realizacji 😉

4 Comment

  1. Za Wami fantastyczny rok, nie ma co! Fajnie się Was ogląda i czyta, więc liczę na więcej… 😉
    Dzięki Wam powoli ośmielamy się realizować swoje marzenia (Barcelona!), ale przekonaliście mnie, że warto wracać. Zaczynam myśleć, że czas pokazać mężowi piękno Włoch, które mnie fascynują 😉
    Życzę Wam dużo wspaniałych podróży w 2019 roku, niech energia Was rozpiera przy realizacji planów i zamierzeń! Pozdrawiam serdecznie 🙂

    1. Marcin says: Odpowiedz

      Dziękujemy za życzenia! Wszystkiego dobrego również dla Ciebie w 2019 roku.
      Cieszy nas każda informacja, że nasz przykład, oraz to, o czym piszemy i mówimy ma swoich naśladowców! Trzeba realizować swoje marzenia, bo kto inny za nas to zrobi? Barcelona, mimo że ciągle nie do końca widoczna na naszym blogu, jest na samym topie naszych europejskich destynacji więc baaardzo zazdrościmy 🙂 Mamy też nadzieje, że uda Ci się namówić męża na Włochy…

  2. Kamil says: Odpowiedz

    Muszę powiedzieć, że zgadzam się ze wszystkim co napisaliście – po prostu świetne podsumowanie!
    Gratuluję Wam tych wszystkich przeżyć oraz tego, że dzielicie się swoją energią i pasją z innymi.

    Zdecydowanie podzielam opinię dotyczącą niezwlekania z marzeniami – w tym roku mam zamiar spełnić dwa duże marzenia, zarówno podróżnicze, czyli wyjazd z całą Rodziną do Barcelony (i na mecz FC Barcelona), jak i sprawienie dzieciom swoich własnych pokoików – „Jak nie teraz, to kiedy? Ile mam czekać?” 😉 A nigdy nie będzie idealnego momentu „bo remont (…) bo samochód” itd.

    Również przekonuję się coraz bardziej do wracania w dane miejsca – przy okazji kilku podróży do Szwajcarii, byłem zszokowany jak to samo miejsce zmienia się w zależności od pory roku czy upływu czasu. Bazylea zimą, z bożonarodzeniowymi jarmarkami, świecidełkami i zawieszonymi na budynkach choinkami, wygląda zupełnie inaczej niż Bazylea latem, słoneczna, pełna uśmiechniętych ludzi, tłumnie kąpiących się w rzece Ren.

    Trzymam kciuki za Wasze kolejne podróże i życzę żebyście jeszcze więcej słuchali swojej intuicji (w szczególności kobiecej ;D)!
    Czekamy na więcej relacji! 😉
    Aha i raz jeszcze powtórzę – niesamowite zdjęcia!!

    1. Marcin says: Odpowiedz

      Visca el Barca! Gwarantujemy, że na pewno żaden z członków Twojej rodziny nie zawiedzie się na tym wspaniałym mieście, a w przyszłości będzie to kolejne miejsce, do którego z chęcią będziesz wracał! Pytanie, co potem — może Rzym, Mediolan lub inne włoskie klimaty?
      Cieszymy się, że zdjęcia się podobają. Postaramy się, żeby w przyszłości było ich jeszcze więcej na naszym blogu 🙂

Dodaj komentarz