Podwójne peso, czyli waluta na Kubie

Kuba jest jednym z nielicznych krajów na świecie, gdzie równolegle obowiązują dwie waluty:

  • CUC – Peso convertible, czyli peso wymienialne – waluta przeznaczona głównie dla turystów,  związana sztywno kursem z dolarem amerykańskim, dlatego równoważna wartości 1 $
  • CUP –  Peso cubano, moneda nacional, czyli waluta narodowa – używana wśród Kubańczyków. To w niej wypłacane są Kubańczykom pensje, za którą kupują np. żywność na kartki.

Podczas wymiany CUC do CUP (której dokonujemy zazwyczaj już na lotnisku po wylądowaniu) należy spodziewać się kursu CUC do CUP równego przy zakupie 1:25 i przy sprzedaży 1:24. Czyli w prostej kalkulacji wygląda to następująco (dane na dzień 14.11.2016):  

1 CUC = 25 CUP = 1$ = 3,9 zł

1 CUP = 0,16 GR!!!

Ciekawostką jest to, że nie można wymienić przywiezionej ze sobą waluty (EUR, USD czy GBP) bezpośrednio na CUP. W pierwszej kolejności wymieniamy np. EUR na CUC i dopiero część z nich (najczęściej dosyć małą) możemy wymienić na CUP. Ot taki kubański wymysł  Warto też pamiętać, że podczas wymiany amerykańskich $ na wyspie pobierany jest dodatkowy podatek w wysokości 10%. Dlatego najlepiej zabrać ze sobą EUR.

Panuje powszechne przekonanie, że na lotnisku po przylocie wymagane jest okazanie pewnej ilości gotówki, typu 100$ na dzień lub karty kredytowej (jako poręczenie). To MIT. Nam nikt tego nie sprawdzał. Podobnie wygląda sytuacja z okazaniem rezerwacji pierwszego noclegu. Tego również nikt nam nie sprawdzał na lotnisku. W Internecie często można spotkać się też z opinią, że przy wylocie z Kuby należy wnieść obowiązkową opłatę lotniskową w wysokości 25 CUC. To kolejny MIT. Zostało to zniesione w 2015 roku.

Karta czy gotówka?

Gotówka. Na Kubie płaci się tylko gotówką. Bankomaty są coraz powszechniejsze, ale ciągle jest ich niewiele. My z nich nie korzystaliśmy w ogóle. Płacenie za zakupy kartą to pewnie też jeszcze daleka przyszłość. Przywiezioną na Kubę gotówkę najłatwiej wymienić w miejscach zwanych CADECA (Casa de Cambio), które można łatwo znaleźć w prawie każdym większym mieście. Nie mniej warto mieć przy sobie awaryjnie kartę walutową. Ile wymienić gotówki? Na to pytanie musicie sobie odpowiedzieć sami. To zależy na jak długo lecicie, co planujecie robić, gdzie się żywić i gdzie nocować. Średni dzienny koszt życia (sam nocleg w casa particulares + jedzenie, bez uwzględnienia transportu czy atrakcji) to dla 1 osoby ok 20 CUC, czyli 20$.

Jak odróżnić jedno peso od drugiego?

Kiedy już staniecie się szczęśliwymi posiadaczami kubańskiego peso, warto abyście umieli szybko odróżnić CUC od CUP. W przypadku banknotów obie waluty mają takie same nominały: 1, 3, 5, 10, 20, 50, 100 pesos, ale na szczęście sprawa jest prostsza niż można byłoby przypuszczać. Wystarczy zapamiętać złotą zasadę:

  • na banknotach CUC widnieją obrazki pomników
  • na banknotach CUP widnieją głowy słynnych przywódców kubańskich.

Powszechnym jest, że Kubańczycy lubią sprawdzać czujność turystów wydając im np. resztę w CUP (z głowami) zamiast oczekiwanej reszty w CUC (z pomnikami). My osobiście tego nie doświadczyliśmy, ale jakby co, teraz już wiecie jak łatwo to sprawdzić.

etraveler_pl_waluta-2 etraveler_pl_waluta-1
etraveler_pl_waluta-3

Mieć Che w portfelu!

Równie powszechna jest próba sprzedaży jedynego, niepowtarzalnego i rzekomo wycofanego już z obiegu banknotu z bohaterem narodu kubańskiego, jakim jest Che Guevara. Sprytni Kubańczycy chcą go sprzedać za co najmniej 1 CUC (a słyszeliśmy też o cenie 5 CUC!), podczas gdy sam banknot wart jest dokładnie tyle, ile na nim widnieje, czyli 3 CUP (ok 1/8 CUC). Tego typu naciągaczy można spotkać głównie w przydrożnych barach, gdzie na dłuższych trasach zatrzymuje się autobus Viazul lub taxi colectivo. Jeżeli ktoś chce mimo wszystko zdobyć taki banknot jako pamiątkę z wyjazdu, polecamy pokręcić się trochę koło tzw. okienek z żywnością i wszędzie tam gdzie Kubańczycy żywią się na co dzień – nam takie 2 banknoty wpadły zupełnie przez przypadek w ręce podczas śniadań w Varadero.

CUC i CUP w praktyce

Za CUC można kupić zazwyczaj wszystko i wszędzie. Za CUP, czyli peso kubańskie turysta można kupić warzywa i owoce na ulicznych bazarach, pizzę, kanapkę z serem lub z szynką „z okienka”, soki, napoje w puszce, kawę u miejscowych. W sklepach, gdzie sprzedawana jest żywność „na kartki” kupować mogą wyłącznie Kubańczycy.

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że na Kubie jest tanio. W praktyce ceny są prawie porównywalne z tymi w Polsce, jeżeli chodzi o walutę CUC. Jednak może być znacznie taniej, jeśli będziemy żywić się „na ulicy” za peso kubańskie. Dlatego warto mieć przy sobie zawsze trochę gotówki w CUP. Jak się bowiem okazuje, coraz częściej turyści mogą kupować w walucie narodowej i Kubańczycy nie widzą w tym żadnego problemu. My, kiedy tylko porównaliśmy ile na tym oszczędzamy, jednocześnie wcale nie głodując i nie jedząc gorzej, wymieniliśmy trochę więcej CUC na CUP.

Dobrym przykładem na porównanie siły poszczególnych walut jest porównanie śniadań:
  • śniadania w Havanie lub Varadero zakupione z tzw. ventanas, czyli okienek kosztowały mniej więcej od 24 do 46 CUP dla 2 osób w zależności od tego jak bardzo byliśmy głodni i ile bocadillos (czyli kubańskich kanapek) zamówiliśmy. Kanapki bywały z omletem (con tortilla), z szynką (con jamon) lub z serem (con queso) albo z mieszanką tych składników. Do tego zamawialiśmy sok (jugo), a czasami cafe solo, czyli prawdziwe kubańskie espresso. Całkowity koszt takiej wyżerki zamykał się w niecałym 1 CUC na osobę!, czyli ok 4 zł!!
  • śniadania w casa particular kosztowały najczęściej 5 CUC na osobę, ale zawierały najczęściej wszystko to co śniadanie zawierać może, czyli: chleb, wędlinę (najczęściej mielonka), ser, pomidor, jajka (najczęściej w postaci jajecznicy), sok, kawa, świeżo pokrojone owoce i masło, które jest na Kubie towarem zdecydowanie deficytowym. To jedyne śniadania dostępne na Kubie „na bogato” w tej cenie.
  • w restauracji można było zjeść tortille z sokiem za ok 3 CUC za osobę. 

Różnica w cenie jest więc widoczna gołym okiem. Różnica w jakości była również najczęściej zauważalna…. ale pewne jest też to, że głodni nigdy nie chodziliśmy, a śniadaniami z okienka spokojnie można było nakarmić się na pierwszą połowę dnia. Nie wspominając o tym, że podróżując na własną rękę kosztujemy lokalnych smakołyków i jemy i pijemy jak localsi w swoich domach. Czyż to nie fajniejsze niż kurczak w restauracji? Dla nas – zdecydowanie tak!

dwie waluty

 

Dodaj komentarz